Tre’.
pt ,25/06/2010Tre’.
Powoli wróciła z dwoma puszkami piwa. Szczerze mówiąc, takiej jej jeszcze nie widziałem. Spontanicznej, bez makijażu, bez szpilek na nogach. Chyba trochę stresowała się swoim ubiorem. Mnie… mnie nie przeszkadzał.
- Co Cię sprowadza w moje skromne progi, hmm?- spytała otwierając piwo. Parę kropel padło na jej dekolt. Czułem się lekko zamroczony.
- Noo… Tak właściwie, to nic. Chciałem Cię zobaczyć po prostu.- zakończyłem. Przygryzła lekko dolną wargę, na policzkach pojawił się rumieniec.
Przypominała mi taką… nastolatkę. Nastolatkę, nie wiedzącą co ze sobą zrobić w obliczu chłopaka. Czułem się jak w podstawówce. Sam nie wiedziałem co powiedzieć, jak zacząć.
Zaczęliśmy się wydurniać. Gadaliśmy o byle czym. Nie wiedziałem nawet o czym. Kiedy wypiliśmy piwo, Christie wyciągnęła dużą butelkę wina.
- Zawsze masz to pod ręką?
- Yhy.- nalała wina do zwykłych szklanek, tłumacząc się brakiem jakiegokolwiek innego, czystego szkła.
Piliśmy. Dużo piliśmy. Jedna butelka była już pusta. Teraz w ruch poszła następna. Powoli zaczynaliśmy tracić kontrolę. Po czym to poznałem?
- Kiedy ostatni raz… wiesz?- zapytałem unosząc do góry jedną brew. Spojrzała na mnie dziwnie.
- Moje życie seksualne legło w gruzach.- powiedziała “smutno”. Cały temat składał się z seksualnych opowiadań i fantazji. Co jest przyjemne, a co wręcz obrzydliwe. Największe rozczarowania i przeżycia. Pierwszy raz.
Kiedy zapytałem ją, z kim ostatnio była, zmieszała się. Uśmiech zszedł z jej twarzy, oczy nie miały tego blasku. Spieprzyłeś, pomyślałem. Chyba zauważyła poczucie winy na mojej twarzy, bo lekko się uśmiechnęła. Spuściłem głowę.
Poczułem, jak siada na mnie okrakiem. Nie wiedziałem co robić. Nie wiedziałem, czego ona oczekuje. Spojrzała w moje oczy, i palcami delikatnie dotknęła moich warg. Przejechała dłonią po moim irokezie. Nachyliła się, i chyba chciała mnie pocałować, ale w ostatniej chwili zrezygnowała.
Mocno się do mnie przytuliła. Pachniała farbą, winem, i czymś jeszcze. Jej czerwone, niesforne loki opadły na mój policzek. Jedna szelka jej stroju opadła, jeszcze bardziej odsłaniając piersi. Zdezorientowany (i pijany), objąłem ją. Musiała tego potrzebować.
- Tak bardzo chciałabym kogoś mieć… Móc wszystko powiedzieć…- mówiła niepewnie.
- Ale… przecież ja…- chciałem jej w końcu to powiedzieć. Musiałem.
- Nie mów.- wzięła głęboki oddech, mocniej się do mnie przytulając.- Zanieś mnie do sypialni. Proszę.
Bez słowa wziąłem ją na ręce, i zaniosłem ją do sypialni. Powoli położyłem ją na łóżku, najdelikatniej jak się dało. Czerwone loki rozproszyły się na białej pościeli, przypominając promienie Słońca.
Szelka jej stroju odpięła się, i zjechała bezwładnie po ramieniu, ukazując pierś Christie. Ona sama, w ogóle się nie przejęła. Leżała na łóżku, wpatrując się w sufit.
- Obiecaj mi, że nie zapomnisz o tym, co się dzisiaj stało.- wyszeptała.
- Obiecuję.
Christie.
Obudził mnie potworny ból głowy, dziwny smak w ustach, i świadomość tego, co się wczoraj stało. Niby nic, a jednak. Co alkohol potrafi z człowiekiem zrobić. Nie dość, że pomyślał sobie nie wiadomo co, to jeszcze… zobaczył to, czego zobaczyć na pewno nie powinien.
Po omacku wygrzebałam coś z szafy i szybko na siebie zarzuciłam. O dziwo, udało mi się nawet zrobić kawę. Łyknęłam ze trzy tabletki przeciwbólowe, i z powrotem rzuciłam się na łóżko, nie mogąc utrzymać równowagi.
Kiedy zaczęłam wtulać twarz w poduszkę, wszystko mi się przypomniało. Te nasze rozmowy, śmiech. To, jak weszłam na jego kolana, i przytuliłam się do niego. Jak zanosił mnie do łóżka. Tą całą pieprzoną obietnicę. I jestem całkowicie pewna, że NIGDY tego nie zapomni.
Musiałam coś zrobić. Jakoś usprawiedliwić samą siebie. Zwlekłam się z łóżka, i wzięłam telefon. Szybko wykręciłam numer.
I wszystko jasne.
Siedziałam na tej zimnej ławce, znajdującej się na wzgórzu. Póki co, jeszcze byłam sama. Czekałam na niego. Musiałam to jakoś wyjaśnić. Było mi po prostu cholernie głupio. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się coś takiego.
Stukałam obcasem czerwonej szpilki w zmarzniętą ziemię. Wiatr wiał niemiłosiernie, kalecząc moją fryzurę. Łzawiły mi oczy, rozmazując makijaż. Szybko otarłam łzę rękawem płaszcza.
Usiadł obok mnie na ławce, i przywitał mnie pocałunkiem w policzek. A JEDNAK! POMYŚLAŁ SOBIE!
Postanowiłam szybko przejść do rzeczy.
- Wszystko to wczoraj to… to pomyłka.- uśmiech zszedł z jego twarzy. Czyżby zdziwienie?
- To znaczy… że co?
- Ja byłam pijana. Nie chcę żebyś po prostu brał to sobie zbytnio do serca. Nie przekreślam tej całej znajomości, tylko że… no wiesz co.
- Za szybko?
- Tak Tre’. Za szybko. I szybciej chyba nie będzie.
Koniec?
Mouse.
Krótki wniosek:
JA PIERDOLE, JAK ON CAŁUJE!
