Christie.
sob ,29/05/2010Christie.
Około pierwszej otworzyłam oczy. W pokoju było całkiem ciemno. Tykanie zegarka i brzęczenia muchy wydawało się rozrywać ten idealny ład. Zaczęłam się w to wszystko wsłuchiwać. Słyszałam miarowy oddech, i czułam ciężar głowy Tre’ na brzuchu.
Po omacku szukałam jego twarzy. Delikatnie dotknęłam dłonią jego policzka. Lekko się poruszył, a potem podniósł głowę. Nadal nic nie widziałam. Wpatrywałam się w miejsce, w którym powinien znajdować się biały sufit.
Przysunął się do mnie, a ja oparłam głowę o jego ramię. Tym razem to ja się do niego przytuliłam, chłonąc jego zapach. Żałowałam, że nie pozwoliłam na to wcześniej.
Poczułam jego pocałunki na czole, skroni, policzku i ustach. Długi, namiętny pocałunek o smaku czekolady. Połykałam smak swojego błyszczyka. Smak jego ust, tak inny od tych wszystkich. Ściągnął ze mnie podkoszulek. Poczułam, jak moje piersi ocierają się o materiał jego koszuli. Poczułam jego ciepłe pocałunki na obojczyku. Wędrowały coraz niżej, zatrzymując się na piersiach. Czułam jego ciepły oddech, tak przyjemny. Miałam gęsią skórkę, czułam lekkie dreszcze na policzkach.
Zabierał się do rozpinania rozporka moich spodni. Stanowczym ruchem zatrzymałam jego rękę.
- Nie chcesz?- spytał, a ja wychwytywałam słowa z ciemności.
- Nie. Poczekajmy jeszcze trochę. Proszę.- odpowiedziałam słodkim głosikiem.- szybko się podniósł. Leżeliśmy obok siebie twarzą w twarz. Odwróciłam się do niego nagimi plecami. Objął mnie, i przyciągnął do siebie.
Zamknęłam oczy.
Tre’.
Podniosłem rękę tak, by tego nie poczuła. Szukałem jakiegoś włącznika światła, czy czegoś takiego. Wiem, że za naszymi głowami znajdowała się wysoka, srebrna lampa z dużym, białym kloszem.
Jednym, szybkim ruchem włączyłem światła, wydając z siebie krzyk pełen podziwu dla samego siebie. Szybko mrużyła oczy, oślepiona snopem jasnego światła. Zakryła je dłońmi, próbując uciec od jasności. Chwilę potem otworzyła szeroko oczy, spoglądając na mnie pytająco.
A ja tylko na nią patrzyłem. Na jej białe, nagie plecy i piersi.
- I tylko po to włączyłeś światło, głupia pało?- spytała ze śmiechem.
- Tylko nie pało.- odpowiedziałem, unosząc lubieżnie jedną brew do góry.
Szybko założyła podkoszulek, siadając po turecku na kanapie. Rzuciła mi skórzaną kurtkę, a ja powoli ją włożyłem. Nie chciałem iść, ale musiałem pokazać się dzisiaj w domu. Pocałowałem ją w policzek, i ruszyłem w stronę korytarza. Odwróciłem się, a ona pomachała mi, bezgłośnie mówiąc “dobranoc”.
Cieszyłem się jak małe dziecko. Po dwóch tygodniach prób, udało mi się. W końcu kogoś mam. Kogoś, kogo będę mógł pokochać. Mam nadzieję.
Nacisnąłem klamkę domu, starając się zrobić to jak najciszej, i najszybciej. Wszędzie było ciemno, miałem więc taką nadzieję, że nikogo nie spotkam.
Zapaliłem małą lampkę w salonie, żeby móc zlokalizować schody. Kiedy miałem już ją zgasić, usłyszałem tupot na schodach. Szybko się obróciłem, spodziewając się każdego, tylko nie jej.
Patrzyła na mnie dużymi, zeszklonymi oczyma. W prawej dłoni trzymała starego, połatanego króliczka. Długie, sięgające pasa włosy spływały po jej ramionach.
- Cześć TATO.
Christie.
15 minut po wyjściu Tre’ zadzwonił telefon. Chciałam szybko odebrać, chcąc jak najszybciej spławić dzwoniącego. Oczy się zamykały, co chwila z moich ust wydobywały się długie ziewnięcia. Prawie nieprzytomna i zarazem podniecona dzisiejszymi wydarzeniami, podniosłam słuchawkę.
- Tak?- zapytałam, w nadziei na szybką odpowiedź. Przez chwilę słyszałam huk ulicy, i terkotanie silnika.
- To ja, Mouse.
- O co…
- Nie przerywaj mi jak mówię- zaczęła. Wyczułam, że coś jest nie tak. Nigdy nie dzwoniła do mnie tak późno (no, może kiedy była pijana, albo zrobiła sobie kolczyk w DZIWNYM miejscu).- Jadę teraz do Rachel. Coś jest z nią nie tak. Pamiętasz jak byłyśmy pod jej mieszkaniem? No właśnie. Chyba coś jej się stało. Leć tam, ja też zaraz będę.
Odłożyłam słuchawkę. Nie myśląc długo, wrzuciłam na siebie jakąś bluzę, a na nogi założyłam szpilki.
Szybkim ruchem zerwałam z wieszaka płaszcz, o mało go nie rozrywając. Zbiegając po schodach, próbowałam założyć drugi rękaw, i jakoś się pozapinać. Owinęłam szyję szalem, włosami próbowałam przysłonić twarz, wystawioną na pastwę zimna, i-choć małych- lodowatych płatków śniegu.
Szybko przebiegłam dwie przecznice dzielące mnie od kamienicy Rach. Próbowałam dostrzec Morris’a Mouse, nigdzie jednak go nie było. Postanowiłam nie czekać, i wbiegłam do środka. Stare, drewniane schody skrzypiały pod naciskiem stóp, poręcze kołysały się na prawo i lewo. Usłyszałam za sobą czyjeś kroki. Poczułam jak coś szarpie mnie do tyłu, prawie zrzucając ze schodów. Na moje szczęście, wylądowałam w ramionach bladej jak ściana Mouse. Bez słowa wyjaśnień gestem kazała mi biec na górę.
Kiedy stanęłyśmy na piętrze Rachel, próbowałyśmy usłyszeć jakieś niepokojące dźwięki. Delikatnie stawiając stopy, starając się nie wydać żadnego dźwięku, podeszłyśmy pod drzwi. Delikatnie przyłożyłyśmy uszy do drzwi. Jedyne, co było niepokojące, to rozrywająca uszy cisza.
Mouse.
Nacisnęłam klamkę. Usłyszałam szczęknięcie zamka.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to straszny burdel. Po podłodze walały się czyjeś włosy, i obgryzione paznokcie. Wieszak był przewrócony, szafa otwarta- pięknie ukazując nam jej nieuporządkowaną zawartość.
Stanęłam jak wryta. Czułam przerażenie pulsujące w moich wnętrznościach, próbujące wydostać się na powierzchnię, w postaci krzyku. Stałam w wielkiej plamie zaschniętej krwi. Christie przytknęła dłoń do ust, i spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem.
Bez słowa udała się na poszukiwania Rach. Sprawdziłam kuchnię, i jej sypialnię. Wszędzie pusto, niesamowicie cicho. Spojrzałam na jej poduszkę. Była cała w maleńkich plamkach krwi, i czarnych włosach.
Usłyszałam cichy krzyk Roodney. Stała w drzwiach łazienki z rozdziawionymi ustami, trzęsącymi dłońmi. Dotknęłam jej ramienia, próbując dostać się do łazienki. Przesunęła się o krok, i pokazała mi to, czego nikt z nas nie chciałby zobaczyć.
Zatkało mnie. Nie wierzyłam, że kobieta, która miała wszystko, mogła tak wyglądać. Biała skóra, puste oczy lalki. Włosy były przerzedzone, kilka z nich znajdowało się na nagich ramionach. Podeszłam do wanny i dotknęłam jej ramienia. Z trudem podniosła głowę, łapiąc się za szyję.
P.S: Udławiłam się tymi świętami.
