Still hungry?
To jest tak zboczone, że sama nie mogę tego napisać.
O zgrozo.
***
Rachel (żebyście wiedzieli o co chodzi).
Byliśmy jak dzieci. No, może nie dzieci, bardziej młodzież. Biegliśmy mokrymi chodnikami San Francisco, trzymając się za ręce, i śmiejąc się jak opętani. Potykaliśmy się, i upadaliśmy. Pomagaliśmy sobie.
Byłam pijana. Cholernie pijana. To były tylko trzy szklanki. Trzy szklanki za dużo. Mimo tego, oboje chcieliśmy właśnie TEGO. Dzisiaj się poznaliśmy, gadaliśmy tylko chwilę. Nawet się nie całowaliśmy, nie dotykaliśmy. Nigdy więcej alkoholu. Boże broń.
Tak właściwie, to nie wiedziałam dokąd biegniemy. Biegliśmy przed siebie. Chociaż tego też nie jestem pewna. Co chwila zmienialiśmy kierunki, wbiegając w wąskie uliczki. Parę razy wpadliśmy na siebie, czułam jego zapach. Większość kobiet powiedziałoby “to za mało!”. Ale nie dla mnie.
Jakimś cudem znaleźliśmy się w moim mieszkaniu. Musiałam Go tam zaprowadzić, nie ma innego wyjścia.
Szybko zrzuciłam z siebie skórzany płaszcz, i wpadłam do kuchni, aby usiąść na wysokim blacie mojego stołu. Dlaczego? Nie wiem, taka fantazja.
Stał oparty o framugę drzwi. Z cwaniackim uśmiechem wymownie patrzył na mój biust i tak dalej. Zaczął się przybliżać. Uśmiechałam się.
Stał jakieś trzy kroki ode mnie. I nadal nie zamieniliśmy ani słowa. Wcale, a wcale mi to nie przeszkadzało.
Wyciągnęłam dłoń, i złapałam jego krawat. Przyciągnęłam do siebie, i zaczęłam całować. Jednym ruchem rozwiązałam krawat, i zmięłam w dłoni. Poczułam jego dłonie na swoich udach. Zaczął mnie do siebie przyciągać, powoli i zachłannie. Jego kurtka szybko wylądowała na podłodze.
Zaczynało mi się podobać.
BJ.
Nie, nie wiedziałem po co to robię. Żeby odreagować? Żeby po prostu zrobić komuś na złość? Pokazać, że jest się do wszystkiego zdolnym? Udowodnić, że można być niewiernym? I nie robię tego wbrew sobie. Nigdy.
Jednym ruchem ściągnąłem z niej bluzkę. Dłuższa czarna grzywka opadła jej na oczy. Roześmiała się, i zaczęła rozpinać moją koszulę. Szybko.
Chwilę potem byliśmy już w łóżku. Nasze oddechy stawały się coraz szybsze, coraz krótsze. Piliśmy wino z butelek, wylewając je na białą narzutę. Rachel wypijała je z moich ust. Było cudownie. Do czasu.
Płakała. Leżała na moich plecach, i cały poranek płakała. Czułem, jak po moich ramionach spływają ciemne od maskary łzy. Przepraszała, próbowała się tłumaczyć. Nie potrafiłem jej nic powiedzieć. Wiedziałem że to nie jej wina. Bez słowa obróciłem się, tak że ona wylądowała na moim torsie. Bała się spojrzeć mi w oczy. Pocałowałem ją. Szybki pocałunek. Następny, potem jeszcze jeden…
Nie mogłem przestać.
Christie.
Próbowałam dodzwonić się do Rach. Nie odbierała. Dzwoniłam do Mouse. On też nie miała żadnej wiadomości. Ale ja wszystko wiedziałam.
Nie było innej możliwości. Na pewno nie poszli oglądać gwiazd. Do ZOO też pewnie nie poszli. Ja sobie wyobrażałam, jakie ZOO oni musieli sobie zrobić…
Dostałam wiadomość od Shirley’a. Za tydzień wylatuje do Iraku. Nie, nie miałam najmniejszego zamiaru się z nim pożegnać. Nie podniosłam nawet słuchawki. Słuchałam, jak automatyczna sekretarka prosi o odebranie. Na nic. Skoro tak szybko chce się znaleźć pod ziemią, proszę bardzo. Mnie nic do tego. JA mam zamiar tu pozostać.
Mam problem. Duży problem. Nie chodzi tu o Tre’, nawet o Rachel mi nie łazi. . Nie chodzi o knajpę Mouse, w której jest pełno dealerów sprzedających dzieciakom amfetaminę. Nie chodziło o białe ściany, o upierdliwą sąsiadkę. Nie chodziło o płacz, płacz, który słyszę codziennie. Nie chodzi o pusty barek.
Chodzi tu tylko O MNIE. O przesłość. Przyszłość z resztą też. Potrzebuję pomocy.
Zapomnieć.
Tre’.
Nie odbiera. Ten idiota nie odbiera. Dzwoniła Adie. Powiedziałem jej, że mamy sesję. Nienawidzę okłamywać ludzi. Potrafię, ale nie mogę tego znieść.
Co do wczorajszego wieczoru. Gadaliśmy jeszcze parę minut, ale Christie musiała wracać. Ale coś się w końcu wydarzyło. Nie dużo. COŚ.
Rozstawaliśmy się pod parkiem. Ale, kurde no, nie mogłem jej tak puścić. Jak tak dalej pójdzie to… to… to nie wiem kurwa no.
Złapałem ją za rękę. Szybko obróciła się, i spojrzała na mnie.
- Tre’, daj spokój… Proszę Cię.- zaczęła. Ja nie mogę, muszę sobie jakiś poradnik kupić.
Bez słowa przyciągnąłem ją do siebie. Nie patrzyła mi w oczy, tylko gdzieś w głąb parku. Przechylałem głową, próbując uchwycić jej wzrok. Zaśmiała się.
- Masz, i odpieprz się.- pocałowała mnie w policzek. Potem szybko odwróciła się, i odeszła w swoją stronę.
Kobieta Kot czy co.
