Mouse i sposoby podrywania.
Mouse i sposoby podrywania.
Notkę tą dedykuję MJK, znającą krakowski Empik lepiej ode mnie.
TWARDO DZIECI, TWARDO!
***
Christie Road cz. 8
Mouse.
Knajpa powoli pustoszała. Jak zwykle nikt do mnie nie przyszedł. Siedziałam sama, a te dwie robiły nie wiadomo co. I z kim nie wiadomo co robiły.
A ja nie miałam nikogo. Dlaczego faceci mają taką wybujałą wyobraźnię? Nie każda kobieta może być boginią seksu wyrabiającą w łóżku nie wiadomo co. Ja nie potrafię. I jakoś mnie do tego nie ciągnie.
Zrobię sobie na pocieszenie jakiś kolczyk. Albo nawet dwa. I tatuaż. W jakimś fajnym miejscu. A może by tak w…
Wyszedł ostatni klient. Szef kazał mi posprzątać, więc szybko to zrobiłam. Pozbierałam wszystkie szkła ze stolików i wrzuciłam do zmywarki. Chwilę potem woda zaczęła je rytmicznie zalewać, kojąc moje biedne uszy.
Pożegnałam się z Jerry’m, barmanem, a zarazem przyjacielem. Pocieszny dzieciak. Robił najlepsze drinki w San Francisco. Szkoda że niepełnoletni…
Ulica była niewiarygodna cicha. Wiatr szumiał mi w uszach, unosił pukle moich włosów. Zakryłam szalikiem usta, ponieważ wiatr zaczął wiać coraz mocniej.
Chyba ktoś biegnie. Jakoś tak zaczęłam mocniej torebkę ściskać. Ale na gówno się to przydało. Jakiś młody chłopak zaczął mi ją wyrywać. Mocno ją trzymałam, ponieważ w niej miałam wszystko. Karty kredytowe (całą jedną ha!), portfel, komórkę i wypłatę. Nie oddam Ci wypłaty gnoju. Ta wypłata to moja kawa i moje bułki. Te białe, okrągłe i bagietki również.
Mike.
I znowu łażę po San Francisco sam. Sam jak palec. Brit ma jakieś spotkanie. Jakby nie patrzeć to ona cały czas ma jakieś spotkania. Spotyka się, a inni ludzie spotykają się z nią. Zajebiste zajęcie. Fascynujące po prostu.
Zamiast w nią powinienem zainwestować w psa.
- Oddawaj to skurwysynu!- usłyszałem wyjątkowo mocny krzyk. Kobiecy krzyk. Obróciłem się wokół siebie w poszukiwaniu jego źródła. Zobaczyłem rudą dziewczynę, szarpiącą się z jakimś chłopakiem. Widziałem to, ale nie mogłem się ruszyć. Czułem, że to mi nie wyjdzie. Postanowiłem cierpliwie czekać.
Facet w końcu wyrwał jej torebkę, i zaczął uciekać. Dziewczyna złapała się za głowę, i próbowała go gonić. I zauważyła mnie.
- Kultury trochę!- krzyknęła w moją stronę. Zamachnąłem się, i uderzyłem kolesia w twarz. Leżał na ziemi i coś tam próbował powiedzieć. Szczerze mówiąc, to nie bardzo mu to wychodziło.
Chwilę potem dziewczyna podeszła do naszej dwójki, i wyrwała kolesiowi torebkę. Odwróciła się, i splunęła krwią.
- Dziękuję za pomoc i łaskę panie Dirnt.- teatralnie się ukłoniła.
Miała niesamowicie rude włosy, i zielone oczy. Twarz zdobiły setki piegów. Przypominała trochę taką… małą-dużą dziewczynkę.
- Nic Ci nie jest…?- zapytałem po krótkiej chwili. Spojrzała na mnie z politowaniem.
Mouse.
Kurde. Denerwuje mnie ten człowiek. Łaskawie mi pomógł, a teraz pyta się, czy nic mi nie jest. Nic mi nie jest. Wcale. Mam zszarganą psychikę, fryzurę, i czuję krew w ustach. Wystraszyłam się, że może kolczyk rozerwał mi język. Dotknęłam językiem podniebienia. Mogłam odetchnąć z ulgą.
- Nie, czuję się świetnie. Można nawet rzec że czuję się po prostu oszałamiająco ZAJEBIŚCIE.- chyba zrobiło mu się głupio. A niech ma za swoje. To, że wszyscy Go znają, jest oszałamiająco bogaty, nic nie oznacza.
Boże. Co za głodne kawałki wygaduję. On jest BOGATY. Kasy ma jak lodu. Jestem cholerną materialistką. Trzeba było słuchać mamy i iść na psychiatrię…
Spojrzałam na niego ostatni raz. Odeszłam.
Christie.
Minęły dwa dni, a ja nadal nie mam kontaktu z Rachel. Znikła, wsiąkła pod ziemię. Jakby jej nigdy nie było. Poszłam nawet pod jej mieszkanie, ale nikt nie otwierał. Wiedziałam że tam jest, słyszałam charakterystyczny brzęk kieliszków do wina. Zalewała robaka. I musiała mieć powody.
Chyba nie muszę mówić, że “ja wiedziałam że tak będzie”. Musieli to zrobić. ONA. ON. OBOJE. Spali w jednym łóżku, kochali się, pili wino. Nie rozmawiali. Rach nie lubi rozmawiać. Ona nigdy nie rozmawia. Ale dlaczego ona musi zawsze żałować…
Siedziałam wieczorem w mieszkaniu. Czytałam książkę, z niedużej wierzy dobiegał spokojny głos Diany Krall. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Miałam dzisiaj dziwne przeczucie, że R. się odezwie. Powoli otworzyłam drzwi. W drzwiach stała Mouse i Rachel, z sześciopakiem piwa pod pachą. Bez słowa wręczyła mi go, tak, że prawie upadłam na ziemię.
- Głupia dziwka!- krzyknęła R., zgniatając w dłoni kolejną puszkę piwa, i rzucając nią o ścianę.
Na podłodze leżała kupka powyginanych puszek. Wszystkie byłyśmy już pijane, i nastał czas wypłakiwania swoich żalów w poduszki, prześcieradła, swetry etc.
Ja i Mouse cały czas musiałyśmy przytulać Rachel. Widać, że złapała przez tamtą noc doła.
A Mysza?
Mysza nam Dirnt’a podrywa.
Tre’.
Dziwnie jest. Billie wali głową w ścianę, Dirnt jakiś przydżumiony. A ja? A ja nic. Boję się, że ja i Christie… Boję się, że nie wypali.
Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że ona coś ukrywa. Jest w niej jakiś ukryty ból, nie wyleczona rana. Boi się powiedzieć. Ja nie będę dociekał. Wszystko się jakoś rozwiąże. Musi się rozwiązać…
Chyba zrozumiałem sens słów Billie’go.
- “Moja rodzina mnie nienawidzi”.
Dzwoniłem do Ramony. Nie chciała ze mną rozmawiać.
- Cześć dzieciaku.- zacząłem, kiedy zdecydowała się podnieść słuchawkę.
- Cześć TATO.- położyła dziwny nacisk na ostatnie słowo. Nie rozumiałem…
- Może przyjedziesz do mnie do Berkeley?
- Nie udawaj. Nie zależy Ci. Tak samo jak nie zależało Ci na mamie. Nigdy Ci nie zależało!
Skończyło się.
Goty która także jest TWARDA.
