“Christie Road” cz. 2
A więc jest kolejna. Cieszcie się, i bijcie brawa.
“Christie Road” cz. 2
No i czemu nie dałam się zaprosić? No czemu?! No dobra, wiem, wziąłby mnie za łatwą, ale to przecież taka okazja… Nie pamiętam nawet kiedy ostatni raz się pieprzyłam. No i już chyba wiem dlaczego.
Zobaczyłam biegnącą do mnie Mouse.
Mouse- na którą mówiłyśmy ruda głowa. Nie dziwne. Na głowie miała burzę rudo-krwistoczerwonych loków, twarz zdobiły liczne piegi, i duże, zielone oczy. Fanka zielonego i czerwonego, tatuaży i kolczyków w najdziwniejszych miejscach. Może nie będę wspominać w jakich.
- Christie! Miałaś przyjść do Kitty’s. Nie przyszłaś.- powiedziała z lekką obrazą w głosie. O KURWA! Faktycznie, miałam przyjść.
- Przepraszam… Ale te pokazy okazały się taką furorą, że codziennie muszę stać i głupio gapić się na ludzi.
- No niewiem czy tak głupio…- powiedziała jej przyjaciółka z pokazów, Rachel. Obcięte na jeża czarne włosy, szaro-brązowe oczy. Uwodzicielka. Uwielbia pieprzyć się w dziwnych miejscach.- Dzisiaj o mało co nie zaczęła się lizać z perkusistą Green Day’a.
- Bardzo śmieszne! Wcale nie miałam ochoty się lizać.- widząc wzrok Rachel, spuściła z tonu.- No dobra, może troche.
- Dobra, dobra, my tu gadamy, a wino nie będzie na nas czekać- wskazała na swoją dużą, zieloną torebkę. Bazarek, 12 $.
- No, to dobrze że kupiłaś. Nie mam zamiaru znowu za was płacić. I sprzątać po was.
Wpatrywałem się głupio w barek pełen najróżniejszych trunków. BJ i Mike cały czas o czymś gadali. A ja jakoś nie mogłem. Aż się zdziwiłem, że niczego jeszcze nie zauważyli.
Boże, tamta dziewczyna… Jak jej było? Christie. Tak, Christie. Te jej oczy. Zadziorne, spoglądające pewnie przed siebie. No i jakie ona miała ciało. Kurwa. Zachciało mi się kawy przez nią. Ale jak zamówię kawę to pomyślą że ocipiałem. I tak zawsze byłem ocipiały, bez różnicy. No i dalej nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz się pieprzyłem. Kurwa no.
- Tre’ cioto, pobudka!- Mike szturchnął mnie w bok tak, że prawie spadłem z wysokiego, barowego krzesła.
- Kto jak kto Mike, ale ty przestań mnie popychać. Ja chcę jeszcze pożyć trochę.
- Daj spokój no. My tu myślimy o nowej płycie już.
- Właśnie!- dodał odkrywczo Armstrong. Lekko zalany Armstrong. A myślałem, że to ja najszybciej zaliczam zgona.
- A dajcie mi spokój.
- Nie „dajcie mi spokój”. Znajdź sobie kogoś. Tego lachona z wystawy. Podoba Ci się nie?
- Może…
Odwróciłem głowę, i znów zacząłem gapić się w barek. Musiałem obmyślić jakiś plan. Musiałem.
Nalałam sobie kolejną lampkę wina. Nie ma to jak spotkanie z przyjaciółkami. Wtedy nawet to moje mieszkanie nie wydaje się takie złe. No dobra, obleśne, i fatalne.
- Mogę być pewna, że jutro też Cię zaprosi „na kawę”. Zgodzisz się?- zapytała chytrze Rachel.
- No właśnie nie wiem. Nie wiem…- spojrzałam na dno kieliszka. Wina ubywało.
- Kiedy ostatni raz się pieprzyłaś?- dlaczego oni zadają takie pytania?
- Boże, co was to obchodzi?- zapytałam lekko urażona.
- No właśnie co nas to obchodzi?- spytała samą siebie Mouse.- No właśnie, dużo nas to obchodzi!- uderzyłam dłonią w swoje czoło. Z kim ja się zadaję? Zapaliłam papierosa.
- Nie wiem kiedy ostatni raz się pieprzyłam. Ale w końcu będę musiała.
- Bierz przykład z Rachel. Ona jest wyzwolona seksulanie. I chyba jej z tym dobrze.- zaczęła ironicznie Mouse.
- Już wolę się pieprzyć z kimś, niż z nikim.- spojrzałam na Myszę, a potem na Rach. Wybuchłyśmy śmiechem.
Byłem już pod tą galerią. Nie wiem czemu, ale bałem się tam wejść. Dziennikarzy jak mrówków, zaczną się domyślać że ja coś tam niby z kimś tam. Ale może bym chciał? Chyba każdy chciałby mieć taką dziewczynę… Poprawka. Kobietę.
Podszedłem w miejsce, gdzie ostatnio stały podesty. Nie było ich. Nie ma. Znikły . Kurwa.
Ale dostrzegłem coś nowego. Duże, szklane pomieszczenie. W środku znajdowały się modelki. No! Muszę ją znaleźć.
Rozglądałem się, ale nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Wszystkie modelki wydawały się inne. Stałem przed tym boksem z rękami w kieszeniach, i poszukiwałem tych dziwnych oczu. I tych platynowych włosów. Nie było jej. Ale… Widzę te oczy. Stoi tam. Po drugiej stronie. Spokojnie obszedłem boks, i stanąłem centralnie przed tą dziewczyną. To ona. Wiem dlaczego nie mogłem jej rozpoznać. Ma inne włosy. Platynowy blond zamienił się w krwistą czerwień. Teraz nie opadały delikatnymi falami na ramiona, ale znajdowały się w górze, ułożone w wielkiego irokeza. Miała na sobie czarny, szyfonowy gorset, i dopasowaną do tego króciutką spódniczkę. Na nogach miała czarne szpilki, i czerwone, zabawne podkolanówki.
Nagle, poruszyła głową, i spojrzała na mnie. Podeszła do szklanej ściany, i przekrzywiła głowę. Jej usta były całkiem czarne, tak samo oczy i paznokcie. Potarła dłonią usta, i położyła ją na ścianie. Przybliżyła się, i złożyła na niej pocałunek. Boże, co ona robi? Zaraz się rozpłynę.
Dlaczego to robię? Nie powinnam. Ale… musiałam. Po prostu musiałam.
I chyba dam się zaprosić na tą kawę.
I wino.
Cholera, muszę sobie kupić fajny stanik.
No i jest.
I powiem wam, chyba wracam do mojej dawnej formy.
Goty.
