Nju.
pon ,08/03/2010Nju.
„Christie Road” cz.3
Siedziałam w tej przebieralni i myślałam że się rozpłynę. No na cholerę to zrobiłam? Na cholerę? Pewnie do mnie przyjdzie, że taka kurwa chętna. Rachel cały czas o czymś gadała, a ja głupawo wpatrywałam się w lustro, i zmazywałam roztarty dłonią makijaż.
Światło waliło mi po oczach, bo na sali zawsze przyciemnione są światła. Powoli przyzwyczajałam się, ale… nie dawała mi spokoju świadomość, że on przyjdzie, i zapyta mnie o tą cholerną kawę. A jeśli będzie chciał się ze mną kochać? Niee, to nie przejdzie. Może nawet na to nie liczyć. Powiesz mu to. Zaraz jak Go zobaczysz. Że nie ma szans, i żeby nie myślał o seksie z nią.
No dobra, trochę się zagalopowałam. A gdybym… Nie. Nie powiesz mu tego, bo pomyśli że jesteś niezrównoważona psychicznie i fizycznie jeszcze lepiej.
Co do tej fizyczności… Hmm… Czy ja jestem dobra w łóżku?!
Rachel nadal nawijała o swoim eks, i jak Go to bohatersko spławiła, kiedy wypaliłam:
- Czy ja jestem dobra w łóżku?- spojrzała na mnie dziwnie, unosząc jedna brew.
- Noo… Skąd mogę wiedzieć? Jak się już prześpisz z tym swoim Green Day’em to się Go zapytasz nie?
Tak myślałam.
Początkowo miałem zamiar poczekać na nią zaraz przy wejściu do garderoby modelek. Przyszło mi jednak do głowy (co najmniej dziwne), że przecież jest tam o wiele więcej dziewczyn. No tak, są niezłe ale… Ja muszę jakoś z nią pogadać sam. Zawróciłem więc w połowie drogi, i ruszyłem do wyjścia.
Szybko znalazłem się na krawężniku przez dużymi, przeszklonymi drzwiami galerii. Drogi całe były w błocie, powstałym z rozpuszczonego śniegu. Kurwa, śnieg w listopadzie? W Kalifornii? Świat już ocipiał po prostu. Tak jak ja?
Z galerii zaczęły wypływać na swoich długich nogach modelki. Nie było jej. Może wyszła jakimś innym wyjściem? Zacząłem panikować jak jakiś dzieciak, chcący poprosić starszą koleżankę o korepetycje. Łaaa, uspokój się.
Jest. Wyszła jako ostatnia, szukając czegoś w swojej torebce. Miała na sobie zielone szpilki, obcisłe jeansy lekko na nie naciągnięte, i ten sam, czerwony sztruksowy płaszcz. Nadal szukała czegoś w torebce. Po chwili wyciągnęła z niej papierosa, i zachłannie zapaliła. Wciągnęła dym lekko mrużąc oczy. Wypuszczając go, żegnała się z jakąś dziewczyną. Do boju.
Od dłuższego czasu przyglądał mi się. Patrzył na mnie takim zachłannym wzrokiem… Zaczęłam się bać. Znając doświadczenie Mouse, która prawie została zgwałcona, mogła spodziewać się wszystkiego. Chyba też kupię sobie kastet.
O Boże. On tu idzie. Udałam, że zaczynam szukać czegoś w torebce, ale tak naprawdę, to starałam się opanować drżenie rąk. Kurczaki, co się ze mną dzieje?
Moja głowa nadal była spuszczona. Chwilę potem stał już przede mną. Schylił się, szukając mojego wzroku. W końcu się na niego natknął. Uśmiechnął się, a ja zaczęłam się śmiać.
- No i jestem.- zaczął.
- Jesteś, jesteś… nie da się nie zauważyć.- wskazałam oczami na jego irokeza. Łoo, czyżby rozmowa się zaczynała kleić?
- Idziesz ze mną na kawę… Christie?- spytał, uśmiechając się. A ja ciągle patrzyłam w te jego oczy… Czy taki człowiek, z takimi oczami, mógłby mnie skrzywidzić?
- Szczerze mówiąc, to wolę wino.
- Wino też może być.
No i poszliśmy. Początkowo, to nie miałem pojęcia gdzie ją zabrać. Szliśmy gdzieś bez celu, kiedy nagle dostrzegłem dość duży, i ładny bar. „Non Iron” (Krakowskie bary ruls.- przyp.ja). Wskazałem na niego. Weszliśmy.
Ściany były całe popisane tekstami piosenek, i wierszami. Na ścianach było pełno pop artowych obrazów, przedstawiających Marilyn Monroe, czy postacie z kreskówek. Zobaczyłem że Christie się uśmiecha. No, podobało jej się.
Usiedliśmy przy długim, szklanym barze. Zamówiłem lampkę wina dla niej, i piwo dla siebie. Zaczęliśmy gadać. Tak o niczym, o dupie marynie. Wiem że nazywa się Christie Roodney. Pochodzi z N.Y, a w San Francisco mieszka od 5 lat.
Kurwa. 5 lat, a ja ją dopiero teraz poznałem? Gdzie ja mam oczy?
- Dlaczego tak właściwie mnie zaprosiłeś?- spytała, pijąc kolejną lampkę wina.
- Hmm… Trudne pytanie szczerze mówiąc. Jakoś tak, fajnie wyglądałaś na tej całej wystawie, i pomyślałem że może… Nie każ mi tłumaczyć, mózg mi się przegrzewa.- uniosła jedną brew. Dobra. Przystępuję do ataku.- A tak szczerze to… dasz mi swój numer telefonu?
Trochę się zmieszałam. Nie wiedziałam co robić. Jak mu nie dam tego numeru, to się może zniechęcić. I będzie po ptakach.
A jak mu dam, to pomyśli że jestem łatwa.
Dlaczego ja zawsze muszę tyle myśleć? Napisz jakąś powieść kobieto!
- Tak właściwie… To ja… Ja…- zaczęłam się jąkać. Kurwaa.
- Masz kogoś?- czy jego głos jest smutny? CZY JEGO GŁOS ZROBIŁ SIĘ SMUTNY?!
Zastanawiałam się. I nie wiedziałam co powiedzieć.
Nie.
Ja nie miałam najmniejszego pojęcia.
*
I jak się wam podoba?
Opinie w komentarzach proszę zamieszczać. Opinie kurwa no.
