ajcook
All om mig

Archive for Marzec, 2010

Food fight?

nie ,28/03/2010

Food fight?
Tak. To będzie food fight.
Póki co, opowiadania nie będzie. Muszę się uregulować w tym całym przedszkolu (czyt. gimnazjum- przyp.red). Jeśli już, to muszę się przygotować. I mam już pewien plan. Możecie być pewni, że w niedługim czasie ujrzycie “Cz. 1″.
Macie się cieszyć. Mimo, że nie jest to zbyt optymistyczna wiadomość.
Pomyście, że dzięki temu, że będę myśleć (!), opo będzie jeszcze lepsze.
I następna wiadomość. Dla jednych lepsza, dla drugich gorsza.
Opowiadanie będzie z pewnością o GD. Tak, kocham MCR, ale to nie to samo. Green Day był pierwszy, i chyba pozostanie tym “pierwszym”.
Koniec treści.

“Christie Road” cz. 2

pon ,22/03/2010

A więc jest kolejna. Cieszcie się, i bijcie brawa.

“Christie Road” cz. 2

No i czemu nie dałam się zaprosić? No czemu?! No dobra, wiem, wziąłby mnie za łatwą, ale to przecież taka okazja… Nie pamiętam nawet kiedy ostatni raz się pieprzyłam. No i już chyba wiem dlaczego.
Zobaczyłam biegnącą do mnie Mouse.
Mouse- na którą mówiłyśmy ruda głowa. Nie dziwne. Na głowie miała burzę rudo-krwistoczerwonych loków, twarz zdobiły liczne piegi, i duże, zielone oczy. Fanka zielonego i czerwonego, tatuaży i kolczyków w najdziwniejszych miejscach. Może nie będę wspominać w jakich.
- Christie! Miałaś przyjść do Kitty’s. Nie przyszłaś.- powiedziała z lekką obrazą w głosie. O KURWA! Faktycznie, miałam przyjść.
- Przepraszam… Ale te pokazy okazały się taką furorą, że codziennie muszę stać i głupio gapić się na ludzi.
- No niewiem czy tak głupio…- powiedziała jej przyjaciółka z pokazów, Rachel. Obcięte na jeża czarne włosy, szaro-brązowe oczy. Uwodzicielka. Uwielbia pieprzyć się w dziwnych miejscach.- Dzisiaj o mało co nie zaczęła się lizać z perkusistą Green Day’a.
- Bardzo śmieszne! Wcale nie miałam ochoty się lizać.- widząc wzrok Rachel, spuściła z tonu.- No dobra, może troche.
- Dobra, dobra, my tu gadamy, a wino nie będzie na nas czekać- wskazała na swoją dużą, zieloną torebkę. Bazarek, 12 $.
- No, to dobrze że kupiłaś. Nie mam zamiaru znowu za was płacić. I sprzątać po was.

Wpatrywałem się głupio w barek pełen najróżniejszych trunków. BJ i Mike cały czas o czymś gadali. A ja jakoś nie mogłem. Aż się zdziwiłem, że niczego jeszcze nie zauważyli.
Boże, tamta dziewczyna… Jak jej było? Christie. Tak, Christie. Te jej oczy. Zadziorne, spoglądające pewnie przed siebie. No i jakie ona miała ciało. Kurwa. Zachciało mi się kawy przez nią. Ale jak zamówię kawę to pomyślą że ocipiałem. I tak zawsze byłem ocipiały, bez różnicy. No i dalej nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz się pieprzyłem. Kurwa no.
- Tre’ cioto, pobudka!- Mike szturchnął mnie w bok tak, że prawie spadłem z wysokiego, barowego krzesła.
- Kto jak kto Mike, ale ty przestań mnie popychać. Ja chcę jeszcze pożyć trochę.
- Daj spokój no. My tu myślimy o nowej płycie już.
- Właśnie!- dodał odkrywczo Armstrong. Lekko zalany Armstrong. A myślałem, że to ja najszybciej zaliczam zgona.
- A dajcie mi spokój.
- Nie „dajcie mi spokój”. Znajdź sobie kogoś. Tego lachona z wystawy. Podoba Ci się nie?
- Może…
Odwróciłem głowę, i znów zacząłem gapić się w barek. Musiałem obmyślić jakiś plan. Musiałem.

Nalałam sobie kolejną lampkę wina. Nie ma to jak spotkanie z przyjaciółkami. Wtedy nawet to moje mieszkanie nie wydaje się takie złe. No dobra, obleśne, i fatalne.
- Mogę być pewna, że jutro też Cię zaprosi „na kawę”. Zgodzisz się?- zapytała chytrze Rachel.
- No właśnie nie wiem. Nie wiem…- spojrzałam na dno kieliszka. Wina ubywało.
- Kiedy ostatni raz się pieprzyłaś?- dlaczego oni zadają takie pytania?
- Boże, co was to obchodzi?- zapytałam lekko urażona.
- No właśnie co nas to obchodzi?- spytała samą siebie Mouse.- No właśnie, dużo nas to obchodzi!- uderzyłam dłonią w swoje czoło. Z kim ja się zadaję? Zapaliłam papierosa.
- Nie wiem kiedy ostatni raz się pieprzyłam. Ale w końcu będę musiała.
- Bierz przykład z Rachel. Ona jest wyzwolona seksulanie. I chyba jej z tym dobrze.- zaczęła ironicznie Mouse.
- Już wolę się pieprzyć z kimś, niż z nikim.- spojrzałam na Myszę, a potem na Rach. Wybuchłyśmy śmiechem.

Byłem już pod tą galerią. Nie wiem czemu, ale bałem się tam wejść. Dziennikarzy jak mrówków, zaczną się domyślać że ja coś tam niby z kimś tam. Ale może bym chciał? Chyba każdy chciałby mieć taką dziewczynę… Poprawka. Kobietę.
Podszedłem w miejsce, gdzie ostatnio stały podesty. Nie było ich. Nie ma. Znikły . Kurwa.
Ale dostrzegłem coś nowego. Duże, szklane pomieszczenie. W środku znajdowały się modelki. No! Muszę ją znaleźć.
Rozglądałem się, ale nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Wszystkie modelki wydawały się inne. Stałem przed tym boksem z rękami w kieszeniach, i poszukiwałem tych dziwnych oczu. I tych platynowych włosów. Nie było jej. Ale… Widzę te oczy. Stoi tam. Po drugiej stronie. Spokojnie obszedłem boks, i stanąłem centralnie przed tą dziewczyną. To ona. Wiem dlaczego nie mogłem jej rozpoznać. Ma inne włosy. Platynowy blond zamienił się w krwistą czerwień. Teraz nie opadały delikatnymi falami na ramiona, ale znajdowały się w górze, ułożone w wielkiego irokeza. Miała na sobie czarny, szyfonowy gorset, i dopasowaną do tego króciutką spódniczkę. Na nogach miała czarne szpilki, i czerwone, zabawne podkolanówki.
Nagle, poruszyła głową, i spojrzała na mnie. Podeszła do szklanej ściany, i przekrzywiła głowę. Jej usta były całkiem czarne, tak samo oczy i paznokcie. Potarła dłonią usta, i położyła ją na ścianie. Przybliżyła się, i złożyła na niej pocałunek. Boże, co ona robi? Zaraz się rozpłynę.

Dlaczego to robię? Nie powinnam. Ale… musiałam. Po prostu musiałam.
I chyba dam się zaprosić na tą kawę.
I wino.
Cholera, muszę sobie kupić fajny stanik.

No i jest.
I powiem wam, chyba wracam do mojej dawnej formy.

Goty.

Nowe.

nie ,14/03/2010

Nowe.
Tak jak obiecałam, dodaję pierwszą część nowego opowiadania.
Długo nad nim myślałam, i według mnie jest ŚWIETNE.
Brać się do czytania.
Nał!

“Christie Road”

Komórka mi dzwoni.
Pierdolić.
A jeśli to ktoś z Reprise?
KURWAAA…
- Czego no?- spytałem.
- Tre’ idioto! Dupa z wyra, i przyjeżdżaj do mnie no…
- A po co hę? Jest sobota. Bodajże… – spojrzałem na budzik (szczerze mówiąc to go nienawidzę)- 9 nad ranem! Przecież to jest noc…
- Słuchaj mnie. Dostaliśmy zaproszenie na jakąś bardzo prestiżową wystawę.
- Billie… Nie znoszę oglądać obrazków, rzeźb i innych idiotyzmów, i to dobrze o tym wiesz.
- A jeśli powiem, że gówno mnie to obchodzi?- mimowolnie się zaśmiałem. Czasami dobrze mieć przyjaciół. Nawet tych wkurzających. – Poza tym to jest żywa wystawa.
- Psy? Koty? – spytałem. Dzieciak mnie męczył od jakiegoś czasu o psa. Może nie byłoby to takie głupie. Hmm…
- Nie. Modelki. Erotyczne podobno.
- CO?!- wyskoczyłem z łóżka jak oparzony. Kiedy ja ostatnio się pieprzyłem?!
- No widzisz. Zbieraj się. Czekamy na Ciebie już.
Rozłączył się.
Szybko wskoczyłem w jeden z moich garniturów, i zwykłe czarne trampki za kostkę. Nawaliłem na włosy pół pudełka żelu do włosów, i gotowe.
GDZIE JEST MOJA KREDKA?!

***

- No dziewczyny! Dzisiaj kolejna ważna wystawa. Wskakiwać we wdzianka, malować się i tapirować.
- Dobrze szefie… – cały chór kobiecych głosów odpowiedział wysokiemu mężczyźnie, z lekkim zarostem, blond włosami, i czarnymi oczami o migdałowym kształcie.
Całe grono kobiet ruszyło do wielkiej, przezroczystej szafy pełnej ubrań.
Zasrana rzeczywistość.
Muszę kupić wino. Dużo wina. I kieliszki.
I upić się. Może nie tak jak ostatnio, za dużo czasu moja głowa w kiblu spędziła. Zaproszę wszystkich.
Na wino. I na papierosa.

Powoli weszliśmy do środka wielkiej hali pełnej ludzi. Z głośników słychać było piosenkę “This is the new shit” Manson’a. Czułem się jak na jakiejś gali. Kogo my tu mamy… O! Charlize Theron. Czy ona kogoś ma?
Coś przykuło moją uwagę. Wielki tłum ludzi coś otaczał. Trzeba zobaczyć co to za coś.
Pociągnąłem chłopaków za rękawy marynarek, i ruchem głowy wskazałem tłum ludzi. Powoli ruszyliśmy w tamtą stronę. Nie można było się przecisnąć. No. Przepchaliśmy się.
Na niewielkiej scenie znajdowały się różnej wysokości okrągłe podesty. Na każdym z nich stałą kobieta. Co chwila zastygały w innych pozycjach, eksponując swoje ciała. Raj na ziemi.
Spojrzałem na jedną z kobiet, stojącą na najwyższym podeście. Była dosyć wysoka, o falujących, platynowych blond włosach, i dziwnych oczach. Jedno było prawie białe, drugie zielone. Miała na sobie biały, koronkowy, połyskujący gorset, i taką samą, “baletową” spódniczkę.
Na dłoniach miała krwistoczerwone, koronkowe rękawiczki z obciętymi palcami. Na nogach- czarowne, lakierowane, zajebiście wysokie szpilki.
Makijaż rodem z lat 20- tych. Czerwone usta, długie rzęsy, i perłowy makijaż oczu.
Dlaczego serce zabiło mi mocniej? Poczułem przyjemny dreszcz na karku.
Kiedy ja ostatni raz się pieprzyłem?!
- Tre’. -ktoś szturchnął mnie w bok.- Obudź się! – obróciłem głowę, i zobaczyłem Mike’a. Oczami pokazałem dziewczynę.
- Hmm… To ja Cię może zostawię.- powiedział, po czym odszedł w tłum ludzi. Chwilę potem, on i Billie gadali już z jakimś dziennikarzem. A ja nadal się na nią patrzyłem. Patrzyłem na nią nieprzytomny, kiedy nagle pochyliła się. Teraz jej twarz była tylko cal od mojej. Chwyciła mój krawat, i znowu zastygła w innej pozycji.
- Nie ruszaj się przez chwilę.- szepnęła.

Boże. Jakie on ma wielkie oczy. Czułam, że za chwilę roześmieję się w głos. Miał taki zabawny wyraz twarzy. Miałam ochotę po prostu zbliżyć jeszcze trochę twarz, i pocałować Go. Wygląda jeszcze lepiej niż w telewizji.
Minęła minuta. Musiałam zmienić pozycję. A ta była tak piękna. No ale cóż, za coś mi w końcu płacą.
Usiadłam na podeście, i zrobiłam smutną minę. Moją ulubioną.
Pokaz trwał jeszcze dwie godziny. Nigdy nie trwał tak długo. A on cały czas stał przede mną, i patrzył się w moje oczy. Niestety, pokaz skończył się, i musiałam zejść ze sceny.

Musieliśmy udzielić jeszcze dwóch wywiadów. Muszę pogadać z tą dziewczyną. Muszę.
Wybiegłem przed budynek. Było już ciemno. W dodatku spadł śnieg. A przecież dopiero listopad…
Rozglądnąłem się dookoła. Może jeszcze nie poszła? Jest! Stała z innymi dziewczynami pod dużym wyjściem, z którego padało na nie światło. Miała na sobie obcisłe, czarne spodnie, czerwone szpilki, i czerwony, sztruksowy płaszcz.
Muszę tam podejść.

O Boże. To on. On tu idzie. Udałam że niczego nie widzę. Chwilę potem stał już za mną.
- Jak Cię zwą?- zapytał. Tak po prostu. Odważny był.
- Christie.
- Ja Tre’. Dałabyś zaprosić się na kawę?
- Nie lubię kawy.- powiedziałam z uśmiechem, po czym odwróciłam głowę, i zaczęłam rozmawiać z przyjaciółkami.

No nie. Kurwa. Spławiła mnie. Tak po prostu. Z uśmiechem na ustach. Lubię takie. Jutro też przyjdę na tą wystawę.
Przyjdę. Choćby nie wiem co.
I zaproszę ją na tą PIEPRZONĄ kawę.

I jak wam się podoba? Bo mnie się baaardzo podoba.
Pozdross.

Nju.

pon ,08/03/2010

Nju.
„Christie Road” cz.3

Siedziałam w tej przebieralni i myślałam że się rozpłynę. No na cholerę to zrobiłam? Na cholerę? Pewnie do mnie przyjdzie, że taka kurwa chętna. Rachel cały czas o czymś gadała, a ja głupawo wpatrywałam się w lustro, i zmazywałam roztarty dłonią makijaż.
Światło waliło mi po oczach, bo na sali zawsze przyciemnione są światła. Powoli przyzwyczajałam się, ale… nie dawała mi spokoju świadomość, że on przyjdzie, i zapyta mnie o tą cholerną kawę. A jeśli będzie chciał się ze mną kochać? Niee, to nie przejdzie. Może nawet na to nie liczyć. Powiesz mu to. Zaraz jak Go zobaczysz. Że nie ma szans, i żeby nie myślał o seksie z nią.
No dobra, trochę się zagalopowałam. A gdybym… Nie. Nie powiesz mu tego, bo pomyśli że jesteś niezrównoważona psychicznie i fizycznie jeszcze lepiej.
Co do tej fizyczności… Hmm… Czy ja jestem dobra w łóżku?!
Rachel nadal nawijała o swoim eks, i jak Go to bohatersko spławiła, kiedy wypaliłam:
- Czy ja jestem dobra w łóżku?- spojrzała na mnie dziwnie, unosząc jedna brew.
- Noo… Skąd mogę wiedzieć? Jak się już prześpisz z tym swoim Green Day’em to się Go zapytasz nie?
Tak myślałam.

Początkowo miałem zamiar poczekać na nią zaraz przy wejściu do garderoby modelek. Przyszło mi jednak do głowy (co najmniej dziwne), że przecież jest tam o wiele więcej dziewczyn. No tak, są niezłe ale… Ja muszę jakoś z nią pogadać sam. Zawróciłem więc w połowie drogi, i ruszyłem do wyjścia.
Szybko znalazłem się na krawężniku przez dużymi, przeszklonymi drzwiami galerii. Drogi całe były w błocie, powstałym z rozpuszczonego śniegu. Kurwa, śnieg w listopadzie? W Kalifornii? Świat już ocipiał po prostu. Tak jak ja?
Z galerii zaczęły wypływać na swoich długich nogach modelki. Nie było jej. Może wyszła jakimś innym wyjściem? Zacząłem panikować jak jakiś dzieciak, chcący poprosić starszą koleżankę o korepetycje. Łaaa, uspokój się.
Jest. Wyszła jako ostatnia, szukając czegoś w swojej torebce. Miała na sobie zielone szpilki, obcisłe jeansy lekko na nie naciągnięte, i ten sam, czerwony sztruksowy płaszcz. Nadal szukała czegoś w torebce. Po chwili wyciągnęła z niej papierosa, i zachłannie zapaliła. Wciągnęła dym lekko mrużąc oczy. Wypuszczając go, żegnała się z jakąś dziewczyną. Do boju.

Od dłuższego czasu przyglądał mi się. Patrzył na mnie takim zachłannym wzrokiem… Zaczęłam się bać. Znając doświadczenie Mouse, która prawie została zgwałcona, mogła spodziewać się wszystkiego. Chyba też kupię sobie kastet.
O Boże. On tu idzie. Udałam, że zaczynam szukać czegoś w torebce, ale tak naprawdę, to starałam się opanować drżenie rąk. Kurczaki, co się ze mną dzieje?
Moja głowa nadal była spuszczona. Chwilę potem stał już przede mną. Schylił się, szukając mojego wzroku. W końcu się na niego natknął. Uśmiechnął się, a ja zaczęłam się śmiać.
- No i jestem.- zaczął.
- Jesteś, jesteś… nie da się nie zauważyć.- wskazałam oczami na jego irokeza. Łoo, czyżby rozmowa się zaczynała kleić?
- Idziesz ze mną na kawę… Christie?- spytał, uśmiechając się. A ja ciągle patrzyłam w te jego oczy… Czy taki człowiek, z takimi oczami, mógłby mnie skrzywidzić?
- Szczerze mówiąc, to wolę wino.
- Wino też może być.

No i poszliśmy. Początkowo, to nie miałem pojęcia gdzie ją zabrać. Szliśmy gdzieś bez celu, kiedy nagle dostrzegłem dość duży, i ładny bar. „Non Iron” (Krakowskie bary ruls.- przyp.ja). Wskazałem na niego. Weszliśmy.
Ściany były całe popisane tekstami piosenek, i wierszami. Na ścianach było pełno pop artowych obrazów, przedstawiających Marilyn Monroe, czy postacie z kreskówek. Zobaczyłem że Christie się uśmiecha. No, podobało jej się.
Usiedliśmy przy długim, szklanym barze. Zamówiłem lampkę wina dla niej, i piwo dla siebie. Zaczęliśmy gadać. Tak o niczym, o dupie marynie. Wiem że nazywa się Christie Roodney. Pochodzi z N.Y, a w San Francisco mieszka od 5 lat.
Kurwa. 5 lat, a ja ją dopiero teraz poznałem? Gdzie ja mam oczy?
- Dlaczego tak właściwie mnie zaprosiłeś?- spytała, pijąc kolejną lampkę wina.
- Hmm… Trudne pytanie szczerze mówiąc. Jakoś tak, fajnie wyglądałaś na tej całej wystawie, i pomyślałem że może… Nie każ mi tłumaczyć, mózg mi się przegrzewa.- uniosła jedną brew. Dobra. Przystępuję do ataku.- A tak szczerze to… dasz mi swój numer telefonu?

Trochę się zmieszałam. Nie wiedziałam co robić. Jak mu nie dam tego numeru, to się może zniechęcić. I będzie po ptakach.
A jak mu dam, to pomyśli że jestem łatwa.
Dlaczego ja zawsze muszę tyle myśleć? Napisz jakąś powieść kobieto!
- Tak właściwie… To ja… Ja…- zaczęłam się jąkać. Kurwaa.
- Masz kogoś?- czy jego głos jest smutny? CZY JEGO GŁOS ZROBIŁ SIĘ SMUTNY?!
Zastanawiałam się. I nie wiedziałam co powiedzieć.
Nie.
Ja nie miałam najmniejszego pojęcia.

*

I jak się wam podoba?
Opinie w komentarzach proszę zamieszczać. Opinie kurwa no.