ajcook
All om mig

   

No i znowu…

No i znowu…
Kolejna część jakże wypasionego opowiadania. Co tu dużo mówić: nikt mi nie dorówna.
OPTYMIZM WURWA!

***

- Ale wyskoczyłaś, wiesz.- powiedziała Sapphire do Saff wracając ze szkoły. Miała do niej pretensję o tą “cichą wodę”.
- Ale bulwers… Patrzyłaś na niego jak na jakiegoś boga sexu. Ała!- Safety złapała się za żebra, po tym jak dostała łokciem od Saph.- Agresja u Ciebie? Ty naprawdę musiałaś się zakochać.
- Nie można zakochać się po jednej lekcji!
- A miłość od pierwszego wejrzenia?- zapytała podnosząc brew Saffy. Przyjaciółka podniosła oczy ku niebu, i złożyła dłonie.- Co robisz?
- Modlę się.
- Za kogo?
- Za Ciebie.

Sapphire była pod prysznicem. Od dobrych dwóch godzin. Słyszała krzyki Safety, i uderzenia pięściami o drzwi.
- No wyłaź wreszcie!- krzyknęła po raz kolejny.
- No chwila!- odkrzyknęła Sapphire.
- Jak nie wyjdziesz to popuszcze! No błagam!- nie usłyszawszy żadnej odpowiedzi, ruszyła do “salonu”, małego pomieszczenia na środku którego stała wiekowa, szara kanapa. Usiadła na niej, i jeszcze raz spojrzała na referat leżący na stoliku. Pisała Go ponad 8 godzin, i udało jej się go skończyć. Dziwiła się samej sobie.
> PUK, PUK <.
- Kurwa…- szepnęła do siebie. Chciała spojrzeć przez Judasza. W ostatniej chwili zauważyła że go nie posiadają. Otworzyła drzwi.
- Cześć.- w drzwiach stał Gerard. “Skąd u licha wie gdzie mieszkamy?!”- pomyślała.- Nie pytaj skąd mam adres.
- No dobra… O co chodzi?
- Mikey zabrał Sapphire książkę. Oddaję, bo on się wstydził przyjść.
- Ee… Wejdziesz?- spytała siląc się na grzeczność. Dlaczego ten pęcherz mi przeszkadza…
- Dobra, ale tylko na chwilę, bo muszę jeszcze coś dokończyć.

Saffy odetchnęła, i zamknęła za nim drzwi. Pogadali o szkole, pokazał jej swoje książki, i poszedł.
Wróciła, i usiadła na kanapie. Sapphire nadal siedziała w łazience. Ale jej już się odechciało.
Nagle, ogarnęła ją panika. Na stole nie było referatu! Spojrzała pod stół, i na kanapę. Musiał go zabrać.
- Saph! Wyłaź! Ale już!- co dziwne, wolnym krokiem z łazienki wyszła przyjaciołka.
- Czy coś się stało?

***

Wypadły na ulicę, rozglądając się do okoła. Szybko dostrzegły Go na drugim końcu ulicy.
- Gerard! Gerard!- krzyczała Safety.
- Nie słyszy nas. Biegiem!- ruszyły w jego stronę. Niestety, wsiadł do autobusu, i odjechał. Nie zrażone niepowodzeniem, ruszyły za autobusem. Biegły dobre 5 minut, kiedy w końcu wyczerpane przystanęły.
- Ja… już… nie… mogę…- wysapała Saph. Nagle, zobaczyły postać wchodzącą do jednego z domów. Dziewczyny spojrzały po sobie, i z wielkim trudem ruszyły przed siebie.
Saffy zapukała do drzwi. Nic. Znowu zapukała. Znowu nic. No tak. Głośna muzyka. Nic dziwnego że nie słyszą. Zeszła ze schodów, i zaczęła obchodzić dom do okoła.
- Nie rób tak bo jeszcze gdzieś wpadniesz.- powiedziała nadal stojąc na schodach Sapphire.
- Eee tam. Gadanie. > TRZASK <. Kurwa.- stare deski do schronu pękły. Potem słychać było tylko “bum, trzask, plum, ała”.
Przerażona dziewczyna w okularach podbiegła do dziury.
- Jezu, nic Ci nie jest?!- krzyknęła w ciemność.
- Nie… Tylko mam coś na twarzy.
- A wysoko tam jest?
- Nie… Ja przynajmniej tego nie poczułam. – dziewczyna oceniłą sytuację, i powoli opuściła się w ciemność. “Wymacała” Saffy, i ruszyła na poszukiwanie światła. W końcu udało jej się- mimo potykania się o wszystko możliwe- odnaleźć włącznik do małej żarówki. Kołysząc się, rzuciła śwatło na nieduże pomieszczenie.
Wszędzie stały sztalugi, i dużo puszek farby. Jedna z nich, a dokładnie czerwona, wylała się na Safety. Wyglądała na całą zakrwawioną. Potem jednak coś innego przykuło jej uwagę.
- Eee… Saff.
- Co?
- Na kim leżysz?
- O kurwa…

Sierotka Marysia, Got, Mary Jane, Ramona, czy jak tam jeszcze chcecie.

Comments are closed.