Next.
sob ,13/02/2010Next.
No i nadchodzi kolejna część. Cudów nie obiecuję, dopiero rozkręcam interes. No ale, część musi być.
Amen.
* Wyrazy najgłębszego smutku dla Haliny, z powodu śmierci mamy.
Ała.
Dziewczyny złapano z kark, i włosy, powodując że oczy same zamykały się z bólu. Parę razy uderzono nimi o szafki. Sapphire poczuła w ustach krew, Safety strużkę krwi spływającą po ustach z nosa. Parę czerwonych kropli pojawiło się na ich białych koszulach.
Saph uderzyła w zielone drzwi. Pod jej ciężarem otworzyły się, i z hukiem upadła na zimne płytki. Chwilę później obok niej upadła Saff. Długo to nie potrwało.
Dwoje chłopaków chwyciło je za karki, i wprowadzili do ubikacji. Dziewczyny uderzyły twarzami w deski. Po twarzach spłynęła woda pachnąca Domestosem [ Jezu, co za ciota xD]. Po chwili zostałe wyciagnięte z kabin. Obydwie z hukiem uderzyły w zamknięte drzwi. Patrzyły na nich dwóch chłopaków, i grupka chichoczących dziewczyn. Saff dostała w brzuch. Saph? Bez różnicy.
Z trudem oparły się o ściany. Ku ich zaskoczeniu, z jednego z kibli wyszedł ten sam chłopak, któremu pożyczyły pieniądzy. Miał mokre włosy, z nosa ciekła krew.
- No popatrz…- zaczęła Safety- nie jesteśmy jedyne. Chłopak powłucząc nogami podszedł do nich, i usiadł obok.
- Gerard.- z trudem podał obu dziewczynom dłoń.
- Ja jestem Sapphire… a to jest Safety.
- Która klasa?- zapytała Saff.
- Trzecia… Przy okazji muszę brata pilnować. Żeby nie wkładał widelców do kontaktów i innych.
- No tak.
Dziewczyny powoli wracały ulicą. Ludzie oglądali się za nimi, patrząc na lekko krwawiące, i mokre dziewczyny. Saph podtrzymywała sie na ramieni wysokiej przyjaciółki. Z szyj dziewcząt smętnie wisiały rozwiązane krawaty. Kiedy wkońcu udało im się dowlec do budynku w którym mieszkały (spóźniły się oczywiście na autobus), zapiszczały z radości. Teraz zostaje im tylko wspiąć się po schodach na 5 piętro. No bo kto w dzisiejszych czasach troszy się o stare, skrzypiące windy?
Kiedy tylko weszły do mieszkania, rzuciły się na swoje łóżka. Nie wiedząc jak, z mokrymi głowami i w zakrwawionych ciuchach zasnęły.
***
Zauważywszy która godzina, Safety podskoczyła jak oparzona, i zaczęła budzić Saph. Ta podskoczyła jak oparzona, po czym od razu zaczęła grzebać w szafie. Udało jej się znaleźć jeszcze dwie białe koszule, dla siebie i współlokatorki. Tamta już od pięciu minut krzątała się w łazience.
Obydwie biegiem pędziły do szkoły. Po drodze potrącały ludzi, nawet małe psy. Kiedy z hukiem wbiegły na szkolny korytarz, była jeszcze przerwa. Wszyscy patrzyli na nie, zaczynali szeptać i śmiać się. Dziewczyny powoli nabierały odwagi. Teraz już spokojnie mogły do kogoś podejść, i dać w twarz.
Kiedy przerwa się skończyła, nadal zdyszane, weszły do klasy chemicznej.
- Gorzej zacząć się nie mogło.- szepnęła cicho Safety.
- Załóżcie maski.- wydała polecenie nauczycielka o czarnych włosach. Wszyscy posłusznie to zrobili. Kiedy naczycielka zaczęła gadać coś o wodorze, usłyszano potężny huk. Chłopak w okularach, o wiele zgrabniejszych od tych, które miała Saph, i długawych włosach, zakasłał wypuszczając z ust trochę dymu. Cała klasa zaczęła się śmiać.
- Gdzie twój brat? Chyba miał Cię pilnować, hmm?- zapytała spokojnie nauczycielka. Chłopak uniósł twarz, i zamyślił się. Rozglądnął się po sali.
- Nie ma Go. Nie mógł przyjść. Chyba. Napewno. Tak mi się wydaje.- nauczycielka wzniosła oczy do niebios. Dziewczyny porozumiewawczo spojrzały po sobie. Chyba wiadomo czyj był to brat.
***
Wszyscy rozbawieni zdarzeniem na lekcji, wyszli z klasy. Saph spojrzała na książki które trzymała w rękach.
- Cholera. Zapomniałam fizyki. Idź- zwróciła się do Saffy.- dogonię Cię.
Szybko poszła w stronę klasy. Kiedy do niej wbiegała, na kogoś wpadła. Obydwoje upadli.
- Ała…- szepnęła cicho Saph łapiąc się za głowę.
- Wybacz…- powiedział chłopak który wywyołał całe zamieszanie na chemi.- Nic Ci nie jest?- zapytał przybliżając się do niej.
- Nie… mam nadzieję.
- Mikey.
- Sapphire.
- Twój brat to Gerard.
- Skąd wiesz?- zapytał lekko zdziwiony.
- Wczoraj spotkaliśmy się w damskim kiblu.- powiedziała.
- Aaa, to was wczoraj witali.- powiedział wesołym głosem.
- No… A twój brat?- spytała trochę urażona.
- Widzisz… Ja, Gerard, i jego kumple nie jesteśmy raczej mile widziani.
Zaprzątnięci rozmową, nie zauważyli dziewczyny stojącej w drzwiach.
- A ja myślałam że Cię znam. Cicha woda brzegi rwie.
Mary Jane aka Marysia.
Obiecuję że się rozkręci.
