ajcook
All om mig

Archive for Styczeń, 2010

Saff

czw ,28/01/2010

Saff podskoczyła jak oparzona. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że leżała na widocznie nieprzytomnym Gerard’zie.
- Zabiłaś Go.- powiedziała zduszonym głosem Sapphire. Safety spojrzała na nią przerażona. Kucnęła przy Gerard’zie, i lekko uderzyła Go w policzek.
- No mocniej, nie bój się tak.- powiedziała lekko znudzona tą sytuacją. Saffy jednak nie mogła Go udarzyć. Po prostu nie mogła…
- Odsuń się dziadu.- “zaoferowała” się Saph. Kucnęła przy Gerard’zie, i mocno uderzyła Go w twarz. Natychmiast otworzył oczy. Złapał się za głowę, i zajęczał.
- Co tu się…
- Bo ty chyba zabrałeś przez przypadek mój referat.
- Przecież oddałbym Ci go w szkole.
Idiotka, idiotka, idiotka!
- Przepraszam… W każdym razie… Jak się czujesz?- spytała niemrawo Safety. Chłopak wytrzeszczył oczy.
- No cóż, zerwałem puszką farby w głowę. Czuję się świetnie.- odpowiedział ironicznie.
- No tak… Jakie ładne obrazy!- powiedziała Saph, próbując ratować sytuację. Chłopak szybko wstał, i uśmiechnął się, zadowolony. Zaczął oprowadzać dziewczyny, i pokazywać im obrazy. Trochę przeraziło je to, że prawie wszystkie dotyczyły śmierci.
- A może… jakiś milszy i przyjemniejszy temat?- zapytała Saffy. Chłopak zrobił “myślącą minę”, i odpowiedział krótko:
- Lubię śmierć.
- No tak.

Dziewczyny runęły na podłogę w przed pokoju. Obydwie były wyczerpane. Najpierw pościg, potem ta głupia sytuacja, no i przy okazji zasiedziały się u chłopaków. Ruszyły w stronę swojego pokoju. Powoli rozebrały się i poszły spać do łóżek [ oddzielnych xD! ]. Niestety, Sapphire zebrało się na rozmowę.
- Śpisz?- spytała przyjaciółkę.
- Nie. Ale zasnęłabym, gdyby nie ty.
- Och przestań… Wzięłaś w końcu ten referat?
- Taak… W pewnym sensie, nasza przygoda była dosyć zabawna.- powiedziała z uśmiechem na ustach.
- Tak. Fajnie wyglądaliście razem, ty i Gerard, kiedy tak na sobie leżeliście. To było słodkie.- Saffy podniosła się na łokciu.
- Nagrabisz sobie, i dostaniesz potężnego kopa.- zagroziła.

***

W szkole w ogóle nie rozmawiano na temat zajścia. Po prostu wymieniono znaczące spojrzenia.
Nauczyciele byli dziwnie zdenerwowani. Cały czas rozmawiali, wyraźnie podniecieni.
- Moi drodzy… – zaczęła pani Cuddles [ xDD ].- W damskiej ubikacji znaleziono dziecko. Najprawdopodobnie, narodziło się tutaj. Gdybyście mieli jakieś informacje… proszę do mnie.
W klasie zapanowała wrzawa. Zaczęły się pytania “gdzie? jak?”.

Dzisiaj wyjatkowo krótko. Jutro mam 5 kartkówek, więc biorę się do roboty. Obiecuję, następna notka o wiele, wiele dłuższa.

Nowa.

sob ,23/01/2010

Nowa.
Tak, wiem, jestem psychiczna.
Pewnie wiele osób ostro się na mnie wkurzy za tą notkę.
Dla tego z góry przepraszam.
Przechodzę do meritum.
A więc moi drodzy, to chyba koniec tego opowiadania.
Gimnazjum mnie przeraża. W przyszłym tygodniu znowu 5 kartkówek. Nie nadążam po prostu.
Jeśli jakoś uda mi się zebrać, napiszę kolejną część.
Ale spodziewajcie się, że będzie to już zupełnie inne opowiadanie, o innych bohaterach i tematyce.

Amen.

Wróciłam.

pon ,18/01/2010

Wróciłam.
No i w końcu nowa notka.
Póki co, nie spodziewajcie się cudów, bo w sobotę wyjeżdżam, a sama jeszcze nie mogę zdecydować się na koncepcję opowiadania.
Narazie siedzę w domu, słucham GD, i łapię lenia.
I WZIERNIKI xD [pozdro dla Panny Domeczek ^^].

Zgłębiam tajniki muzyki Pidżamy Porno.
Och, ach, Grabaż daje czadu :D .
Wiem, zachowuję się jak poparaniec, ale po prostu za dużo czasu spędziłam na powietrzu. DLATEGO! Teraz pokieszę się trochę przed komputerem, aby odrobić straty w kaloriach.

A teraz już nie wiem co pisać.

Zarąbać.

wt ,12/01/2010

Zarąbać.
No i znowu to samo. Ktoś włamał mi się na bloga, i wykasował dwie notki. Dlatego teraz wydanie specjalne:
dwie stare notki + jedna nowa. Wybaczcie.

Rebel

pon ,11/01/2010

Rebel nieśmiało zbliżyła się do siostry. Długi czas, po prostu wpatrywały się w siebie, nie odzywając. Siostra Crush dalej miała na dłoniach ślady po cięciach. Te stare, i te świeże, zrobione parę dni temu. Curse spojrzała na Rebel, i wypuściła dym z papierosa prosto w jej twarz. Zrobiła to z taką perwersją, że w Crush pojawił się dziwny gniew.
- Dlaczego uciekłaś?- spytała. Dziewczyna tylko wpatrywała się w nią swoimi szarymi oczami. Nie odpowiedziała.- Odpowiedz.- powiedziała stanowczo Reb.
- Miałam powody.- odpowiedziała. Między nimi znów zapanowała niezręczna cisza. Każda patrzyła w inną stronę, nie mając zamiaru zacząć jako pierwsza.
- Rob ma raka…- wyszeptała jakby dla siebie Crush. Nie wiedziała dlaczego powiedziała o tym Curse. Może potrzebowała wygadać się komuś bliskiemu?
Dziewczyna nie odpowiedziała, po prostu spuściła wzrok. Po chwili jednak podniosła wzrok i uśmiechnęła się. „Co w tym śmiesznego?”- pomyślała starsza siostra.
- Pamiętasz łańcuszek który zgubiłaś gdy miałaś 5 lat?- ni z tego, ni z owego, zaczęła różowo włosa.
- A co to ma do tego? A poza tym skąd ty…- Curse wyciągnęła w jej stronę dłoń zwiniętą w pięść. Po chwili włożyła w dłoń Rebel coś błyszczącego. Złoty wisiorek z wysadzanym paciorkami serduszkiem.
- Wesołych Świat.- powiedziała, po czym odeszła w zupełnie inną stronę. Kiedy była już daleko, odwróciła się do swojej „nowej” siostry, i uśmiechnęła się.
Reb jeszcze długo wpatrywała się w miejsce gdzie stała jej siostra. Wkrótce jej wzrok przeniósł się na łańcuszek. Nie zastanawiała się, skąd ma ten łańcuszek. Po prostu cieszyła się tym, że była przy niej. Przyglądnęła się jeszcze raz łańcuszkowi, po czym zawisł na jej szyi.

***

Przechadzała się cichymi o tej porze ulicami Nowego Jorku. Co jakiś czas przejeżdżający obok samochód oświetlał twarz dziewczyny. Po raz pierwszy od długiego czasu była uśmiechnięta i rześka. Oczy i cała twarz śmiała się. Nie wiedziała dlaczego, ale czuła się jakby otrzymała drugie życie. Miała osobę którą kochała, rodzinę, może nie w komplecie ale i tak większą. Teraz była pewna, że wszystko będzie dobrze. Musiało być dobrze.
Poczuła dziwną chęć zadzwonienia do Rob’a. Wiedziała, że będzie jej ciężko z nim rozmawiać. Nie mogła jednak nic zrobić. Musiała się wytłumaczyć i to szybko.
Szybko wpadła do pierwszej lepszej budki, i wyciągnęła z kieszeni kurtki parę centów. Wrzuciła je jeden po drugim, po czym sięgnęła po słuchawkę, i wykręciła numer do szpitala w Oakland.
Zajęta linia. Rebel wrzuciła kolejnego centa, i czekała. Końcu ktoś odebrał. Mężczyzna.
- Dobry wieczór… można porozmawiać z Rob’em Crush’em?- spytała nieśmiało.
- Przygotowuje się do operacji, ale zobaczę co można zrobić. Proszę poczekać.
- Dobrze.- w słuchawce zapanował szum. Długo oczekiwała na głos swojego brata. Kiedy go usłyszała, był zupełnie inny niż zazwyczaj.
- Słucham?- odezwał się Rob, o zmęczonym i ochrypniętym głosie.
- To ja Rebel…- między nimi zapanowała cisza.- Posłuchaj, przepraszam że tak zniknęłam bez pożegnania, ale… byłam zdenerwowana…- zaczęła jąkać się Crush. Ogarnął ją potworny strach.
- To nic… po prostu chciałem żebyś ze mną została…Ale rozumiem Cię. Zrobiłbym to samo.- uśmiechnęła się siebie. Nie było nic lepszego niż zrozumienie brata.
- Więc tradycyjnie powiem że wszystko będzie dobrze, i masz się nie martwić. Wystarczy że ja to robię.- na jej twarzy znów pojawił się uśmiech.
Rozmawiali jeszcze dobre 20 minut. Śmiali się, żartowali, siostra opowiedziała mu o tym co robi w Nowym Jorku. Niestety, radosną rozmowę przerwał lekarz oznajmiający że za chwilę rozpocznie się operacja.
- Trzymaj się dziecino.- zakończył Rob.
Dziewczyna jeszcze długo trzymała słuchawkę przy uchu. Miała nadzieję, że jeszcze się odezwie, powie że operacja odwołana, że już nic mu nie jest. Niestety, Niestety słuchawce słychać było tylko szum, i głos mówiący: „Włóż monetę… Włóż monetę…”.

***

Z powrotem znalazła się w klubie „Shoot”. Na scenie nie było już chłopaków, nie było ich nigdzie w pobliżu. Rozglądnęła się po klubie w poszukiwaniu znajomych twarzy. W końcu zobaczyła zatroskaną twarz Frank’a. Kiedy zobaczył Rebel, na jego twarzy można było zobaczyć ulgę.
- Już jest!- krzyknął w stronę zaplecza. Wyszła z niego cała paczka. Billie podbiegł do Crush i mocno ją uściskał.
- Gdzie byłaś? Myśleliśmy że coś Cię ukradło!- powiedział. Dziewczyna spojrzała na niego łagodnym wzrokiem. Ujęła jego twarz w swoje dłonie, po czym namiętnie pocałowała.
Cała szóstka w ciszy pędziła ulicami Nowego Jorku. Za 15 minut był ich pociąg, a oni mieli jeszcze kawał drogi do stacji. Nieliczni przechodnie, potrącani przez pędzące na łeb, na szyję małolaty, przeklinały, rzucając w ich stronę niezbyt miłe uwagi. Niewiadomo dlaczego, wszyscy mieli świetny humor. Ze sprawozdań Mike’a, Billie’go i Frank’a, wynikało, że był to najlepszy koncert w ich karierze. Ludzie skakali, powtarzali słowa piosenek, pod koniec koncertu udało im się rozdać nawet parę autografów.
Ujrzeli pierwsze zabudowania stacji kolejowej. Na torach dyszał już ich pociąg. Szybko kupili bilety (dokładnie wpychając się na początek kolejki), po czym wpakowali się do pociągu.
Znowu znaleźli się w przedziałach. Od razu rozłożono łóżka, i uchylono okno. Wszyscy rozwalili się na swoich miejscach z westchnieniem. Wszystkim powoli zaczynały zamykać się oczy. Jane i Kate zmęczone dopingowaniem chłopaków, chłopaki zmęczeni koncertem. A Rebel? Szczęściem.
Wszyscy już spali. Crush siedziała na swoim łóżku, wpatrując się w okno. Na zewnątrz było już ciemno, tylko latarnie znajdujące się koło torów oświetlały widoki znajdujące się za oknem. W pewnej chwili poczuła dziwne zimno otaczające jej ciało. Tak jakby ktoś, lub coś ją opuszczało.
Poczuła paraliżujący ją strach. Zeszła jedno łóżko niżej. Usiadła obok śpiącego Billie’go. Złapała Go za rękę, po czym delikatnie położyła się obok niego. Chłopak otworzył oczy, i pocałował Reb. Przez przypadek jego ręka wylądowałą na piersiach Crush. Zawstydzony zdjął z nich rękę. Reb jednak chwyciła jego dłoń, i położyła ją tam gdzie była.
- Czujesz…?- spytała szepcząc.
- Tak.- dziewczyna zamknęła oczy. Nie miała zamiary uprawiać z nim seksu. Poprostu chciała Go poczuć.
I nie być znowu…
SAMOTNĄ.