Część 33
sob ,26/12/2009***
Popłakałam się pisząc tę notkę i odrazu przepraszam,jeśli wam także zrobi się smutno..
***
-Ligia,wiem,że jestem idiotą.Ale ja naprawdę nic na to nie mogłem poradzić..nic ! – krzyczał i z nerwów trząsł mną.
Na poboczu stała zaparkowana czarna limuzyna z napisem Tokio Hotel.Drzwi od strony pasażera były otwarte i dostrzegłam wpatrującego się we mnie Billa.
-Tom.. to jest koniec.Zrozum.koniec- jego ręce delikatnie puszczały mnie z uścisku.Powoli dochodził do siebie i patrzył na mnie nie przytomnym wzrokiem.Uśmiechnęłam się smutno do niego i zaczęłam iść tyłem do samochodu.W pewnym momencie odwróciłam się i przyśpieszyłam.
-Marcin,możemy jechać.- rzuciłam i przykryłam się kocem.
-Nie, Ligia,nigdzie nie jedziemy.
Spojrzałam znacząco na Kamila,który patrzył na mnie ostro.Drzwi były nadal otwarte,więc chłopacy napewno wszystko słyszęli.Dziwiłam się,że dziewczyny mimo to nadal spały.
-Chociarz ty pokaz trochę godności i pogódz się z nim.Nie możecie żyć ciągle w kłutni.Bo napewno jesteście na siebie wściekli.- powiedział i lekko wypchnął mnie z samochodu.
Tom wpatrywał się we mnie bacznie i podchodził do mnie.
-Chodz,tam niedaleko jest park- pokazał w stronę ciemnego zakątku,z lekko oświetloną dróżką.Gdybym nie była w takim podłym nastroju to uznałabym to miejsce za najbardziej romantyczne na świecie..
Księżyc głęboko świecił nad naszymi głowami,szliśmy w milczeniu od czasu do czasu spoglądając na siebie.Koc ciągnął się po ziemi,brudząc przy tym swoje końce.
Gdy zagłębiliśmy się wystarczająco w parku,Tom pokazał ławkę na której mieliśmy usiąść.
Była chyba najczystrzą ławką jaką do tej pory widziałam.
Pomalowany na brązowy lakier,lekko zdrapywał się z krawędzi.
Nad nami już nie było księżyca,drzewa szczelnie zasłaniały widok na niebo.
Nagle zrobiło mi się tak obco i nieprzyjemnie.
Siedziałam właśnie koło chłopaka,który zawalił całe moje życie.Zranił i dostrzętnie podarł moje serce..
Zrobiło mi się tak smutno,że nie miałam siły nawet podnieść koca,który ześlizgnął mi się z ramion.Ugięłam nogi i włożyłąm głowę za nie.
-Jesteś pewna? – powiedział w pewnym momencie, przerywając panującą ciszę.
Na odpowiedz musiał czekać chwilkę.Wszystko dochodziło do mnie bardzo powoli,nawet nie zdałam sobie sprawy z tego jak bardzo właśnie mnie rani.
-Tak..- szepnęłam i załkałąm lekko.
-Sam tego chciałeś.- dodałam bardzo cicho.
-Lig,ja niczego nie chciałem.Zrozum,to nie jest zwykłe życie.Jesteśmy sławni,całe nasze życie przechodzi zmiany.Ja..ja nie umiem bez ciebie żyć.Zmieniłaś mnie.Zmieniłaś wszystko otaczające mnie w koło..Proszę,nie odchodz ode mnie,nie dam rady ciągnąć się z tym wszystkim..
Reszty słów nie usłyszałam.Szłam lekko kołysząc się w stronę samochodu zostawiając wszystkie wspomnienia w tyle.
W tym,chłopaka którego kochałam całym sercem.
Na ławce został po mnie jedynie koc…
